Archiwum dla Grudzień, 2011

Reklamy

IV

Posted: Grudzień 31, 2011 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , ,

IV

Co spowodowało, że aż tak bardzo polubiłem muzykę? Pozwalała się oderwać od ziemi. Zapominasz o tym co się dzieje, grasz to co lubisz i tylko to się liczy. Wybijasz tempo stopą, słuchem przechwytujesz dźwięki, i starasz się stworzyć jak najbardziej spójną harmonię. Zapominasz o miejscu, w którym się znajdujesz. Ściany blakną. Oczami wyobraźni widzisz muzykę. Bo czy da się widzieć muzykę? Owszem, lecz potrzeba do tego maksymalnego skupienia, wręcz kontemplacji z gitarą. Nagle obraz znika. Zaczynasz odczuwać ból w opuszkach palców i nadgarstku. Możesz grać dalej, ale obraz będzie zamazany. Nie będziesz w stanie dostrzec otaczającej cię harmonii, gdyż cała uwaga będzie skupiona na cierpiącej ręce. I nagle uświadamiasz sobie, że siedzisz z gitarą. Cisza wypełnia  pokój. Podkład do którego grałem już dawno się skończył. Czas wrócić do szarej codzienności, zrobić sobie przerwę i wrócić do gry jutro.

Czas euforii minął. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na odbijające się światło lampki. Zapytałem samego siebie

– co to było?

Spojrzałem na odbijające się światło lampki nocnej. Miałem ustawioną ją do góry, by światło odbijające się od ściany rozświetlało cały pokój. Tworzyła ona swego rodzaju zorzę. Wróciłem wzrokiem do gitary. Na gryfie pojawiły się ogniste wyżłobienia, które pulsowały własnym światłem niczym serce, lecz nie parzyły. Z biegiem czasu zaczęły niknąć. Przypominało mi to magmę, która zastyga i zmienia kolor z czerwonego w szary. Nagle znikły całkowicie. Efekt był niesamowity. Postanowiłem pograć jeszcze chwilę, by zobaczyć to znów. Nic się takiego nie stało. Była to znów normalna gitara nieznanej firmy, którą zwałem „boską”. Co dziwniejsze sytuacja mnie w ogóle nie przestraszyła, choć powinna. Prawdopodobnie, gdybym na czajniku ujrzał takie wzorki od razu wzywałbym pomoc. Tym razem tą sytuacje pozwoliłem zachować dla siebie i nikomu o tym nie mówić. – Jeszcze wzięli by mnie za świra. Przez długi okres nie doświadczyłem podobnej sytuacji, ani uczucia. Z biegiem czasu zaczęło mi się wydawać, że był to sen i zacząłem nawet sobie tak wmawiać.

Przez okres wakacji nie poznałem nikogo nowego, choć zamierzałem, a cicha miłość zdążyła się wypalić. Wakacje choć słoneczne, minęły niczym sztorm. Burza myśli zdążyła ucichnąć.

W ten sposób minęło lato. Potem wrzesień, nowa szkoła, nowi znajomi. Jedna historia niesamowicie utrwaliła mi się w pamięci, a raczej cytat. Rozmowa z koleżanką przed pójściem do nowych szkół. Jakoby towarzystwo zmieniało ludzi. Powiedziałem sobie „nigdy się nie zmienię” – oczywiście się myliłem. Mówiąc wprost, okłamałem samego siebie, tą historię z pewnością kiedyś wam opowiem, lecz jeszcze nie teraz, nie w tym momencie.

Dziewczynę, która podobała mi się przez długi okres czasu wciąż spotykałem i spotykam do dziś w drodze do szkoły. To uczucie minęło, lecz wciąż miewam dziwny stan, gdy ją widzę  nawet przez sekundę. Efekt suchości w ustach i blokady w gardle. Tak, to była ta pierwsza i pewnie dlatego ją zapamiętam na długo.

The Doors – Riders on the Storm

Posted: Grudzień 30, 2011 by JPoczwarka in Piosenka dnia!
Tagi: , , , , , , ,

III

Posted: Grudzień 30, 2011 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , , , , , , ,

III

Pobudka wcześnie z rana. Szybkie śniadanie, to co zawsze. Wziąłem 100 zł i poszedłem do miejscowego sklepu muzycznego. Sklep był mały, ale podejrzewałem, iż kupie to co potrzebuje. Niepewnym krokiem wszedłem do sklepu. Miałem pewne obawy, że będę jednym z tych nowych, niekumatych kupujących i nie będę rozumiał co mówi do mnie sprzedawca. Wyboru zbyt dużego nie było. Gitary wiszące na ścianie, parę sztuk wzmacniaczy, akcesoria gitarowe, struny.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry, coś podać?

Po krótkim rozejrzeniu się dookoła odparłem

– stroiki gitarowe u pana dostane?

– ależ tak, oczywiście – wskazał ręką na małe urządzenia, które wahały się w cenach od 20 do 60 zł – podać któryś?

– potrzebuje stroika do gitary elektrycznej.

– chromatyczny czy cyfrowy? – no i klops. Jedne z tych pytań na które początkujący nie są w stanie odpowiedzieć.

– yyy… , a jaka jest różnica?

– chromatyczny wskazuje dźwięki podstawowe, które są na gitarze i stroi do podstawowego stroju, a  cyfrowy wskazuje wszystkie dźwięki na gitarze i dodatkowo umożliwia strojenie w różnych strojach oraz strojenie innych instrumentów. Generalnie cyfrowy jest lepszy, ale i droższy – prawie nic nie zrozumiałem, ale skoro cyfrowy jest lepszy to lepiej zainwestuje w ten droższy, w końcu różnica to tylko 20 zł.

– to poproszę ten cyfrowy.

– coś jeszcze?

– w jakiej cenie są wzmacniacze gitarowe?

– od 200 do 2000 zł w zależności od modelu – że co? 2000 zł za wzmacniacz? chyba zwariowali- pomyślałem.

– Dziękuje, to chyba już wszystko.

Wróciłem do domu rozmyślając w drodze o zakupie wzmacniacza. Jak spadła mi gitara to i wzmacniacz by mógł spaść przy okazji…, ale nie można mieć wszystkiego. Rozpakowałem stroik. wziąłem gitarę w ręce. Klikając, każdy przycisk na oślep włączyłem stroik i uderzyłem w strunę. Z tego co zdążyłem zapamiętać, pierwsze dwie struny z zewnątrz to struny „E”. Więc uderzyłem pierwszą strunę, tą najgrubszą. Pokazał mi się wskaźnik, zaświeciła się czerwona lampka i pokazała się literka „D”. Idąc tym tokiem myślenia pokręciłem pokrętłem na końcu gitary i znów uderzyłem w struny. Lampka pokazała się zielona, wskaźnik był na zerze (jak mi się wydawało to chyba było dobrze), i pokazała się literka „C”. Miało być „E” wyszło „C” więc zacząłem kręcić w przeciwnym kierunku. Struna się naprężyła w dziwny sposób, przez chwilę miałem obawy, że pęknie. Lecz nic takiego się nie wydarzyło. Uderzyłem w strunę jeszcze raz. Pokazała się literka „E”, wskaźnik był krzywo i zapaliła się czerwona lampka. Podkręciłem trochę bardziej i „Bingo”. Literka E i zielona lampka. Na jednej ze stron znalazłem gitarę i każda struna od gitary była podpisana dźwiękiem. Wzorując się na tym schemacie nastroiłem resztę strun. Na końcu uderzyłem we wszystkie struny. Nie brzmiało to jakkolwiek ale wydawało mi się, że stroiła i że tak powinno być.

Zacząłem szukać piosenek do zagrania na gitarze. Nie obchodziło mnie by zagrać coś co lubie, ale by w ogóle coś zagrać. W szybkim tempie ogarnąłem czym jest tabulatura, akordy i jak się ich używa. Pozostało mi wkuć na blachę wszystkie podstawowe akordy (a trochę ich było), i rozróżniać liczby na progach. Jako, że za teorią zbytnio nie przepadałem zabrałem się do zagrania dwóch piosenek, a raczę ich części. Pierwszą była „Nothing Else Matters – Metallici” grane na pustych strunach z nieudaną próbą grania dalszych części, lecz obiecałem sobie, że kiedyś zagram całość. Drugą zaś była „Son of the Blue Sky – Wilków” z intrem i akordami, które może nie były zagrane poprawnie, ale uszły w tego słowa znaczeniu. Korzystałem z filmików na YouTube. Trochę pomogły w początkowej fazie nauki. Przed snem poczułem ból opuszków palców, lecz mimo to usnąłem zmęczony graniem.

Przez pierwszy tydzień ogarnąłem kompletne podstawy grania na gitarze, trzymanie, ruchy ręki, uderzanie strun, parę akordów podstawowych. Ciągle miałem problemy z biciem – zmora początkujących gitarzystów. Nie grałem kompletnych piosenek. Grałem niektóre zagrywki, które dawałem rade zagrać i tak powtarzałem w  kółko. Co pewien czas znajdowałem nowe informacje dotyczących gry na gitarze w internecie i forach internetowych. Lecz miałem dziwne uczucie, ze uczę się zbyt wolno i wszystko mi się ciężko grało. Granie niektórych piosenek ograniczała mi nieumiejętność łapania akordu „F- Dur”, wręcz sporej większości. Przeklęte F-Dur…Czasem wydawało mi się, że się śni po nocach. Serio. Po jakimś czasie, mniej więcej miesiącu, być może krócej, zobaczyłem filmik jak koleś grał „Anarchie – Soundtrack z 39 i pół”. Była to piosenka tak banalna, że raz dwa ją opanowałem, lecz było jedno ale… brakowało tego czegoś. Rocka i Metalu słuchałem od dłuższego czasu, zanim zacząłem grać na gitarze, ale w tematykę brzmienia nigdy się nie zagłębiałem. Słuchałem bo mi pasowało, że tak to ujmę.  Z kupnem wzmacniacza zwlekałem dobry miesiąc, gdyż nie myślałem, że zacznę grać na poważnie, i że spodoba mi się to na tyle, że zacznę to robić nałogowo( co robię do dziś). Pieniądze miałem już dawno odłożone. Jak się potem dowiedziałem tym czymś był wzmacniacz z efektem. Nie będę opisywał jaka różnica jest pomiędzy czystym brzmieniem, a przesterowanym bo to by idiotycznie brzmiało, lecz brzmienie przesterowane jest, że tak się wyrażę „agresywniejsze” i ma pewną „moc”.

Pod koniec wakacji poszedłem do sklepu po wzmacniacz i kabel. Dałem za niego 220zł. Przy zakupie nie obchodziło mnie ile miał pokręteł i jak brzmiał. Wystarczyło, że miał to coś zwane przesterem, co zmienia dźwięk i powodował, że gitara była głośniejsza. W domu wreszcie mogłem „dawać czadu”. Podpinka pod wzmacniacz rozkręcenie głośności na max i przester na max. Uwagi domowników słyszałem cały czas, ale najczęściej ściszałem lekko, a zaraz jak opuścili mój pokój rozkręcałem z powrotem na max. Może i nie grałem najlepiej, ale sprawiało mi to niezłą frajdę, a przecież to się liczyło.

King Crimson – Starless

Posted: Grudzień 26, 2011 by JPoczwarka in Piosenka dnia!
Tagi: , , , ,