V

Posted: Styczeń 9, 2012 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tags: , , , , ,

V

Gitara to instrument, o który trzeba dbać. Żeby dobrze brzmiała, regularnie regulować. Lecz przychodzi taki moment, że przychodzi śmierć i zamaszystym ruchem swej kosy rwie ci strunę. Szczególnie dotkliwe jest, gdy jesteś początkującym i takie rzeczy nie dzieją się zbyt często. Zabrałem gitarę do muzycznego w trybie natychmiastowym – całe szczęście, że był wtorek. Przebiegłem przez park mijając  zżółkłe jesienne liście i trafiłem do muzycznego – dosyć często do niego chodziłem. Kupiłem najlepsze z dostępnych D’Addario 10-46. Nie miałem pojęcia co oznaczają te cyferki, ale na niektórych stronach spotkałem te numerki i akurat te wybrałem, niczym wybieranie szczęśliwych liczb w Lotto. W domu nie miałem pojęcia jak je założyć.

Na każdej stronie pisali co innego, a filmik instruktażowy obejmował inny typ gitar, najwyraźniej w boskich gitarach inaczej są montowane struny. Znalazłem ciekawe dwa poradniki. Różniły się znacząco, lecz każdy według autora był poprawny. Jeden kazał wsadzić strunę na początku kółeczko i zawinąć na 2 zwoje maksimum, drugi zaś wsadzał strunę w kółeczko na samym końcu i robił 3 zwoje. Poszedłem na kompromis, zawinąłem na 3 zwoje i wsadziłem na koniec w kółko. Do dziś nie wiem czy tak jest poprawnie, ale ważne, że „gitara gra”. Brzmienie nowych strun było dziwne. Jakby spłaszczone  i w ogóle mi się nie podobało, lecz po paru dniach doszło do siebie. Minęło pół roku. Nadeszła zima, dosyć mroźna. Przez pół roku, które grałem nauczyłem się grać parę piosenek na akordach i sporą ilość prostych riffów. Najlepiej wspominam trzy z nich.

Pierwsza to „Popcorn” – cover zespołu Muse . Co spowodowało, że aż tak mi się spodobała? Była prosta, melodyjna, grana była w górnych partiach, niby solówka.

„Master of Puppets” – Metallici, być może nie zagrałem całego kawałka, ale był to mój jeden z celów, by kiedyś zagrać całą piosenkę. Miał mocne porządne wejście, dobry intensywny riff, niezłe przejścia i harmoniczną solówkę na dwie gitary.

Trzeci kawałek to „Paranoid”  zespołu Black Sabbath, bo był po prostu łatwy i dobry. Nadszedł Nowy Rok. Jedną z obietnic noworocznych było: „grać przynajmniej godzinę dziennie”. W jakimś artykule przeczytałem, że człowiek im więcej ćwiczy tym staje się lepszy, i że potrzeba 10.000 godzin by być w czymś perfekcyjnym, czyli tylko 27 lat, pod warunkiem, że ćwiczyłbym godzinę dziennie. Rzeczywistość była trochę inna. Ćwiczyłem o wiele więcej niż godzinę dziennie. Czasem dochodziłem do trzech, a nawet czterech godzin. Ale nie robiłem tego specjalnie. Grałem bo mi się to podobało,  sprawiało przyjemność, a nie miałem nic lepszego do roboty.

Czasem wracam myślami do tamtego dnia, gdy niebo się rozstąpiło. Modelu gitary nie znam do dziś. Próbowałem szukać informacji w internecie, zamieszczałem nawet zdjęcia. Z tego co się dowiedziałem była to gitara wzorowana na Stratocasterze firmy Fender. Nie miała żadnych znaczników, żadnego numeru seryjnego, nic. Była to po prostu gitara przeze mnie nazywana „boską”. Teraz tak myśląc dochodzę do wniosku, że to mi się wszystko przywidziało, lecz gitara była… Na pytanie mamy „czemu tak długo trzymasz gitarę kolegi” odpowiedziałem, że dostałem ją w prezencie. Co po części było prawdą, bo jakby nie patrzeć pod pewną postacią był to prezent.

Po zimie przychodzi wiosna. Czas odrodzenia. Wtedy zacząłem doszkalać się w teorii. Mimo, że grałem prostsze solówki już wcześniej, tak na wiosnę zaczynałem już improwizować. Teoria była dla mnie na początku trudna i nudna. Opanowałem podstawowe skale i coraz częściej zaglądałem do lekcji gitarowych, które przepełnione były teorią. Wielu pojęć nie rozumiałem, lecz to nie przeszkadzało w nauce. Improwizacja pozwala wyrazić siebie. Każdy gitarzysta improwizuje inaczej, każdy ma inny styl. Tylu ilu jest gitarzystów na świecie, tyle jest sposobów improwizacji. Ja już zdążyłem wykreować własne zagrywki, które jakby „weszły w krew”. To nie dzieje się na zasadzie przemyślenia, a po prostu swobodnym graniem, co powoduje, że często się powtarzam w riffach. Im więcej ćwiczę, im więcej czasu upłynęło od kiedy zacząłem grać, tym więcej jestem w stanie zagrać piosenek, I ćwiczę dalej, bo ciągle są piosenki, których nie zagram przez najbliższy czas. W miarę jak więcej improwizowałem i grałem solówki, zapominałem o grze akordowej. Co było zgubne.

Zacząłem pomijać proste riffy, akordy tylko przechodziłem od razu do solówek, co w efekcie przyczyniło się do tego, że grałem same solówki. Po wiośnie zaczęły się wakacje. To już prawie rok, odkąd zacząłem grać na gitarze. Mówiłem póki co tylko o muzyce, bo nic ciekawego się nie działo, i dziać się nie miało przez cały rok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s