Archiwum dla Styczeń, 2014

Ludzie od zawsze coś robili. A to praca w polu, a to czytanie książek, nauczanie innych ludzi, wymyślanie teorii. Były też lenie co nic nie robiły. Ci najczęściej szybko marnie kończyli. No ale cóż. Takie życie. Jest również kategoria tych co robią coś cały czas, a mianowicie: sportowcy.

Od zawsze byli uwielbiani przez lud. W antycznym Rzymie byli wybierani jako walczący, biegający, rzucający. Krótko mówiąc, klasyczna olimpiada. Były organizowane igrzyska, były nagrody, było świetnie.

Ale teraz moje pytanie. Po co?!

Próbowałem tego. Chodziłem na siłownie przez prawie rok, a biegam od małolata. Ganiałem jak głupi za piłką, a nawet zdobyłem parę dyplomów (teraz leżą w szafce na samym dole). Ale ja wtedy byłem dzieckiem! To normalne, że człowiek za dzieciaka ma dużo energii i chce jakoś ją wyładować. Pobiegać parę razy w tygodniu rekreacyjnie rozumiem, ale biegać 10km dziennie, wyciskać ostatnie poty, tak po prostu bez powodu? No tego to ja już nie rozumiem.

Niektórzy powiedzą, że to lubią, że tak fajnie i w ogóle. Ale dla mnie to robienie rzeczy, której się nie do końca lubi. Z tego względu, też zrezygnowałem z siłowni. Z początku było fajnie. Człowiek stawał się silniejszy, cięższy, lepszy. Ale siedzieć na maszynie i robić 15 powtórzeń po cztery razy na każdą partię mięśni? Siedzieć 3h i po prostu bawić się ciężarkami? To jest fajne na początku, jak się doświadcza czegoś nowego. Też polecam spróbować i sprawdzić czy się podoba, ale dla mnie to straciło sens. Przez cały rok robić jedno i to samo (zmieniają się jedynie partie mięśni i dieta). Rozumiem jedynie ludzi, dla których siłownia to cel. Chcą być mistrzami w Kick-Boxingu, albo trenują jakiś dodatkowy sport, ale tak po prostu by się zmęczyć? To nie dla mnie…

Nawet piłka nożna ma cel. Bieganie z kulką po wymiarowym boisku i starać się trafić nią do bramki. Ale siłownia?

Są jeszcze ludzie, którzy chcą w przyszłości zostać sławnymi sportowcami. Sam taki byłem! Grać na wielkich stadionach w blasku fleszy i być na okładkach magazynów sportowych. Ale nie tędy droga. Jest tyle przeciwności losu, które mogą ci zmienić przyszłość, że to się nawet nie opłaca. Mała głupia kontuzja,( o którą uprawiając sport nie trudno ), może cię skreślić z listy na zawsze.

Już pomijam fakt ingerowania w swój układ biologiczny. Sportowcy mają diety, ale dla wielu to za mało. „Białka musi być 500g, a węglowodanów dziś więcej bo dziś kondycję robię”. Rozumiem naturalne suplementy, ale proszki? Proszę was…

Siłownia jest dobrym rozwiązaniem, jeżeli mamy cel. Wszystko jest dobre jak ma się jakiś cel. Jeżeli chcemy zrzucić parę kilogramów, lub utrzymać formę, ale chodzić bo tak jest modnie? Bo tak jest fajnie? Minęły już ponad dwa tygodnie od nowego roku. 80 % ludzi zaczynających swoją przygodę z siłownią już odpuściło, a kolejne 10 % odpuści w następnym tygodniu :)

Bo człowiek to istota leniwa…

Pierwsze zdjęcie mam stąd, a drugie stąd o tu :)
Reklamy

Nieodłącznym elementem naszego życia zawsze były legendy, mity, historie. Przekazywane z pokolenia na pokolenie każdy podkolorowywał dodając, a to smoka, a to wilka. Monstrów tych stworzono tysiące, a każda kultura ma swojego potwora. Połowa z nich zapewne znalazła się w tym filmie :)

Nie jestem fanem horrorów. Śmieszy mnie ten gatunek. Jednak kocham filmy w realizacji typu Big-Brother show. Trafia grupka ludzi do domku, lasu, miasta i żyje będąc obserwowana przez naukowców, wielkiego brata, bądź inne stworzenie. Z tego typu filmów przychodzi mi na myśl: film Piła,  serial Persons Unknown oraz od teraz „Dom w głębi lasu”.

Oglądałem ten film z przekonaniem ” oto kolejny nudny horror”, jednak po paru świetnych wyłamaniach z horror’owego szablonu przekonałem się, że twórcy jednak się postarali i historia nawet się trzyma „kupy”.

Odnośników do innych klasycznych horrorów jest multum. Jak ktoś jest fanem tego gatunku, to nie starczy mu palców u rąk (i nóg), by wyliczyć na czym wzorowali się twórcy.

Film już swoje lata ma (2012), ale jak ktoś ma okazję i nie ma pomysłu co obejrzeć w sobotni wieczór to polecam :)

Wiele osób pyta się mnie kiedy zacząłem swoją przygodę z gitarą.

Gdy odpowiadam i się okazuję, że zaczęliśmy w podobnym czasie, nadchodzi chwila milczenia.

Bo nie liczy się kto kiedy zaczął, ale kto ile ćwiczył! Nastolatek może zacząć swoją przygodę z gitarą w wieku 16 lat, a i tak gorzej grać od dziadka, który zaczął swoją przygodę na emeryturze. Wszystko sprowadza się do wolnego czasu. Teraz mamy czasy, gdzie ludzie żyją w biegu. Szkoła, studia, uczelnia, praca, rodzina, a na rozwijanie talentów nie ma już czasu. Muzyki można sobie posłuchać w podróży, ale znaleźć odrobinę czasu, by samemu ją tworzyć coraz częściej brakuje. Alternatywą są aplikacje mobilne (perkusja, pianino, które szczególnie polecam na iPhone), ale jednak to nie jest to samo. Nie ma tej łączności muzyka z prawdziwym instrumentem. Instrumenty też mają swoistą duszę. Dobrym sposobem jest znalezienie godzinki dziennie, by całkowicie oddać się swojemu hobby. Nieważne czy jest to rysowanie, granie, czytanie książek, czy nawet oglądanie seriali. Dobrze mieć „swój czas”.

Ile poświęciłeś czasu na swoje hobby? Ile razy powiedziałeś, że mi się dzisiaj nie chce, nie mam humoru, od jutra zacznę?

Każda taka wymówka oddala nas od bycia odrobinę lepszym człowiekiem (przynajmniej fizycznie).

Ja proponuję przestać czytać, tą notkę i brać się do roboty. Teraz, w tym momencie, już!

Dla tych co dalej czytają opowiem pewną historię.

Amerykańscy uczeni (dlaczego to zawsze muszą być oni?) zrobili eksperyment. Sprawdzili oni ile człowiek potrzebuje czasu, aby osiągnąć mistrzostwo w swojej dziedzinie, specjalizacji, whatever. Jak się okazuje potrzeba na to 10 000 godzin. Wydaje się mało, czy może dużo? W każdym bądź razie dziecko, które w wieku 6 lat zostało posłane do szkoły muzycznej, i które regularnie ćwiczyło 2 godziny dziennie, w wieku 20 lat mogło być uznawane za mistrza w swoim fachu.

Nie ważne czy ćwiczysz dobrze, czy źle. Ważne, że coś robisz. Ja przez 4 lata źle łapałem akordy i ustawiałem palce ogrywając skale, dopóki nie znalazłem nauczyciela, który mi nie zwrócił na to uwagi. Oduczyłem się starych nawyków w przeciągu miesiąca :)

Wiele osób chwali „o jak pięknie gra, jak pięknie śpiewa, jak szybko biega, jak dobrze gra w piłkę”. Ale czy wiedzą ile to pracy za tym stoi? Niby koncert, przedstawienie co trwa 5 min, ale ile potrzeba czasu by się na nie przygotować? Często są to lata pracy i wyrzeczeń, ale wtedy można z podniesioną głową powiedzieć: „jestem w tym dobry/ dobra”.

Czy wyobrażaliście sobie, co by było gdyby wasz nauczyciel chemii dorabiał sobie po godzinach? Ale nie chodzi mi o korepetycje, ale o bardziej dochodowy biznes. Są dwa typy nauczycieli: tacy co chcą czegoś nauczyć i tacy co chcą odbębnić swoje i pójść do domu. Walter White był tym pierwszym. Może i praca nauczyciela nie była jego powołaniem, ale chemia tak. Kochał ją. Ale i kochał również swoją rodzinę. To właśnie dla niej postanawia się zmienić. Dla niej postanawia wsiąknąć w nielegalny biznes, który choć niebezpieczny to przynosi niezłe zyski. Jest on zmuszony prowadzić podwójne życie. Walter jest z jednej strony rodzicem, a z drugiej pnie się on po drabinie bossa narkotykowej mafii. Nie robi on jednak tego sam. Pomaga mu w tym jeden z jego byłych uczniów: Jesse.

Jak bardzo jest człowiek w stanie się zmienić? Jak bardzo są w stanie pieniądze zmienić człowieka?

Przyznam się szczerze, że serial mnie zaciekawił od pierwszego odcinka. Dowiedziałem się o nim z forum, i który jakoby miał być „amerykańskim dniem świra”. Pierwszy odcinek rzeczywiście taki był.

Im bardziej poznajemy postać, tym lepiej odkrywamy jego mroczną stronę. Co jest człowiek w stanie uczynić by ochronić swoją rodzinę?

Jest to serial z tych, które powodują, że z niecierpliwością czeka się na kolejny odcinek. Nie tylko ujęcia, ale i ścieżka dźwiękowa stoi na wysokim poziomie. Postacie grają naturalnie, a klimat zdecydowanie wgniata w fotel.

Cała historia jaką chcieli nam przekazać scenarzyści została opowiedziana do końca i nie było na końcu takiego uczucia, jakby jakiś wątek został pominięty. Wszystko się ze sobą „klei” i trzyma w kupie :)

Poleciłem ten serial wielu znajomym, póki co nikt się nie zawiódł. Jedna osoba z początku trochę narzekała mówiąc: „No i co w nim takiego ciekawego?”, po pewnym czasie pisząc do mnie „dzięki za polecenie serialu, jednak jest na prawdę dobry” :)

Polecam ten serial każdemu!

Nowy rok

Posted: Styczeń 1, 2014 by JPoczwarka in News
Tagi: , , ,

Hejtuję nowy rok.

Ja wiele rzeczy rozumiem, zabawa, petardy, alkohol. Ale czy to wszystko ma sens? Nie zaglądam nikomu do portfela, ale czy warto wydać pół pensji na petardy i drugie pół na alkohol? Dla wielu ludzi to jest po prostu okazja żeby się upić, zachlać ryja i na następny rok to wszystko zwrócić. Petardy? Uwielbiam patrzeć jak rozświetlają niebo, ale coraz częściej jest to rywalizacja między sąsiadami, kto wystrzeli więcej. Nie tylko sąsiadami… Nawet miasta prześcigają się między sobą, kto da większy koncert, u kogo będą lepsi artyści i kogo pokażą w telewizji.

Ostatnio widzę kampanie przeciw strzelaniu petard, bo psy się boją… i ogólnie zwierzęta. Jestem za, a nawet przeciw. To jest szok dla psa nagle słyszeć pełno wybuchów i nie mieć pojęcia skąd one dochodzą. Samochody też są głośne za dnia, ale jednak to nie jest to samo.

Zmiany! Od nowego roku idę na siłownię, więcej sportu, więcej się uczę, mniej telewizji, schudnę i co tam jeszcze. Ale czemu nie zacząłeś tego wczoraj, lub nawet dzisiaj? Człowiek odkłada pewne rzeczy na później, bo tak jest łatwiej, a nowy rok jak to nowy rok jest raz na 365 dni. I nowa data nic tego nie zmieni. To co? Zaczynamy ćwiczenia od 2015?

Życzenia, zdjęcia, telefony, SMSy, Facebook. Ja rozumiem, żeby się podzielić zdjęciem, ale robić z tego wielkie show dla paru łapek w górę? Och, popatrzcie jakiego ja mam fajnego sylwestra, ze znajomymi, spójrzcie ile alkoholu i petard. Potem jeszcze za spamują ciebie na następny dzień tablicą z pokazów sztucznych ogni…

Szczęśliwego Nowego Roku!