Archive for the ‘Pamiętnik Gitarzysty’ Category

Będę się z wami dzielił prostymi piosenkami, które są dobrą okazją złapania za gitarę przez początkujących gitarzystów :)

Zaczynamy od mojego dzisiejszego odkrycia, „The Past Recedes”. Jest to całkiem prosta piosenka, posiada cztery proste akordy na zwrotce, oraz cztery proste akordy na refrenie. Jedyne co może sprawić wam trudność, to bicie gitarowe, które jest całkiem zaskakujące, bo chwyt D jest grany krócej i jest szybkie przejście na Am (a-moll). No i ostatni chwyt B (H w polskiej notacji nutowej), może sprawić problem, bo jest to chwyt barowy (barre).

Jak ktoś nie wie jak wygląda chwyt D7 to tutaj macie sposób jego złapania:

akord D7

Intro:
G D Am Em x3

G D Am

Zwrotka:
G  D  Am Em    
And then the past recedes
G D Am Em
And I won't be involved
G D Am Em
The effort to be free
G D Am Em
Seems pointless from above
G D Am Em
Yor're looking down at' me
G D Am Em
I'd rather stay below
G D Am Em
Than have you staring up at me
G D                      Am   B
Theres nowhere I want to goooooooo

C        D7              Em             D
Ay, this business of how long we try to stay alive
C      D7                   Em 
Why to be here you've first got to die
D
So I gave it a try
    C           G  
And what do you know
            Am      D7
Time was so long ago

G D Am Em
And thinks come back you see
G D Am Em
To where they don't belong
G D Am Em
And every drop of sea 
G D                     Am   B
Is the whole ocean      oooooooohhh 

  C           D7
I lied to the greatest thieves
      Em           D   
About anything and everything
C     D7           Em
I'm a figure of forgotten speech
D
I'm our of reach 
C               G 
I can't play it safe
            Am          D7 
But I might just in case


Solo:
(Akordy ze zwrotki)


C    D7            Em
I'm disguised as a reaching hand
D
I'm working man
  C         D7 
I dont understand why clockout
Em            D
Comes so slow every time
       C          G            Am
That's one line I stay right behind
       C          G            Am    B
That's one line I stay right behind

G D Am Em x3

G D Am B  G

źródło tabulatury: http://tabs.ultimate-guitar.com/j/john_frusciante/past_recedes_tab.htm

Czyli co ja mam grać na gitarze? Często zadaje sobie to pytanie. Im dłużej gram, tym mniej rzeczy mnie inspiruje. Co wtedy robię? Wchodzę na YouTube i szukam. Czego? Coverów, nagrań live ulubionych zespołów, ciekawych oryginalnych wykonań przy użyciu innych instrumentów. Wczoraj odkryłem coś, co już znałem. Połączenie muzyki elektronicznej z gitarą. Ciężko połączyć obydwa gatunki, mimo, że ich nazwa może być podobna. Problem pojawia się przy nagrywaniu materiału. Gitara jest instrumentem, który całkiem ciężko się nagrywa. O wiele ciężej, niż instrument klawiszowy… ale łatwiej niż taką perkusję. Problematycznym w późniejszym etapie może być również mastering materiału i dodawanie efektów. Ale odkryłem rzecz o wiele ciekawszą. Covery przy użyciu gitary elektrycznej.

Tutaj macie miks dwóch piosenek + zagrane na gitarze.

Już się wcześniej z tą osobą spotkałem. Niesamowicie gra na gitarze. Jest w pewien sposób dla mnie inspiracją. Czemu? Przez sposób grania na gitarze. Gitarzyści  to dosyć leniwe istoty. Wybieramy dźwięki, które leżą najbliżej naszej obecnej pozycji palców. Przynajmniej ci z nas, którzy są początkujący. Potem można oczywiście tę umiejętność doskonalić, kierować się w inne rejony gryfu. Muszę przyznać szczerze, że sam jestem w tej kwestii leniwy. Postanowiłem to zmienić. Grać bardziej dynamiczniej. Rozpoczynając z pierwszego progu, a kończąc na 22. Muzyka elektroniczna w kwestii dynamiczności jest tego świetnym przykładem. Twórcy przez fakt edytowania swoich kompozycji mają tą możliwość. Gdyby przyszło im dawać koncerty live, z pewnością mieliby trudności.

Kolejny film jego produkcji. Tym razem cover Skrillexa:

Gitara rytmiczna, szybkie przejście slidem na solo, akcentowanie dźwięków, oraz wpadająca w ucho melodia. Te cechy musi posiadać w mojej opinii dobry utwór. I posiada. Z innych jego coverów polecam Feed Me:

Drugi temat. Kim są dinozaury rocka? Są to te zespoły, które grają ten gatunek muzyki od dłuższego czasu…, a czasami całe swoje życie. Kogo można do nich zaliczyć? Deep Purple, Rollin Stones, AC/DC, Led Zeppelin… wiele ich było. Chciałbym dziś napisać o tych ostatnich. Aktualnie w drodze do szkoły słucham ich pierwszej płyty. Jest świetna. Mimo że momentami nudzi to solówki Jimmiego Page to absolutne mistrzostwo. Większość kawałków z tej płyty już słyszałem. Good Times Bad Times, Communication Breakdown, czy Dazed and Confused powinien znać każdy. Jak stworzyć kawałek w taki sposób, aby było słychać gitarę basową, a co lepsze, aby było ją łatwo zapamiętać? Nagrać główny riff na basie, dać na początek, a elektrycznej pozostawić pojedyncze akcenty. Bas w How Many More Times jest idealnym tego przykładem.

Jednak co jest ciekawsze? Baby I’m Gonna Leave You.

Bardzo podobają mi się lekkie gitary o brzmieniu „akustycznym” w takich kawałkach. Nie jest to łatwe do zagrania. Trochę trzeba się wysilić, ale efekt jest zdumiewający. Tabulatura? Proszę bardzo :) http://tabs.ultimate-guitar.com/l/led_zeppelin/baby_im_gonna_leave_you_tab.htm W konwencji przypomina trochę Stairway to Heaven zagrane w odrobinie szybszym tempie. Jak ktoś lubi ostre przesterowane brzmienie, to polecam przyjrzeć się wcześniej wspomnianemu przeze mnie Good Times Bad Times http://tabs.ultimate-guitar.com/l/led_zeppelin/good_times_bad_times_tab.htm Zagrane w bardziej agresywnej formie. Szczególnie solówka sprawia mi problem. Ale jeszcze kiedyś ją opanuje :)

Wspominałem o gwiazdach? Oczywiście, nie chodzi mi, o te co świecą na niebie. Bardziej miałem na myśli, nasze „przyziemne” gwiazdy. Kto ogląda filmy? Piraci z Karaibów? Ktoś? Coś? Z pewnością. Główną rolę grał tam Johnny Depp pod postacią Jacka Sparrowa. Ale nie o filmach my tutaj, a o muzyce. Poza aktorstwem, zajmuje się on również graniem na gitarze. Szczerze? Był to dla mnie swego rodzaju szok. Ja rozumiem, jeszcze jakby to robił hobbistycznie, ale jemu to wychodzi całkiem nieźle. Ma nawet nagranie z Paulem McCartneyem, które znajdziecie pod tym linkiem:

Z kim jeszcze udało mu się zagrać? Lista jest dosyć spora. I ciekawa. ZZ Top, Aerosmith, Marilyn Manson, Oasis… Z ostatnimi grał na slide-guitar, ale to też się liczy. Prawda?

Która z gwiazd jeszcze gra na gitarze? Pewnie trochę ich by było… W końcu to dosyć popularny instrument. Będąc dalej w temacie filmów. Każdy z nas oglądał za dzieciaka filmy w telewizji. W poniedziałki wielkie hity, we wtorki trochę mniej, w środy jakaś komedia, a w piątek i sobotę znów hity, w których udział brali tacy aktorzy jak Jackie Chan, Chuck Norris, Arnold Schwarzenegger, Sylvester Stallone etc.

Ale były też filmy, gdzie ludzie się ciągle bili. Kto był w nich aktorem? Steven Seagal. Poza znajomością wschodnich sztuk walki, jaki się okazuje również gra na gitarze. Nie wierzycie? Sprawdźcie!

Zejdźmy już z tych aktorów, a zajmijmy się muzyką. Co mi ostatnio w głowie gra?

To!

Szczególnie gwizdy na początku łatwo wpadają w ucho. Próbowałem nawet zagrać je na gitarze, może nawet niedługo się z wami podzielę tabulaturą do nich. Stay Tuned! :)

Chcesz tabulatury teraz? Nie ma problemu… no prawie. Ale mam za to akordy! :D

http://tabs.ultimate-guitar.com/f/fitz_and_the_tantrums/the_walker_crd.htm

 

Muszę zmienić sposób publikacji wpisów na blogu. Jako, że nie mam sprzętu na kolejne lekcje, a i tak każdego dnia gram sporo na gitarze, to zamierzam wrzucać kolejne posty w postaci pamiętnika. Nie bez powodu taka nazwa. Będę wrzucał inspiracje, piosenki, które gram każdego dnia, tabulaturę do nich, covery z YouTube. W ciągu tych czterech lat było już na tym blogu wszystko. Lekcje, akordy, tabulatury, wideo poradniki, artykuły muzyczne, newsy, a to wszystko o tematyce gitarowej. Mógłbym iść za tłumem i zrobić z tego lifestyle… ale już próbowałem nowych projektów pod postacią nowych stron. Straciłem czas, lecz zyskałem rzecz o wiele cenniejszą. Doświadczenie. Mój styl pisania przez cały ten okres twórczości uległ niesamowitemu przeobrażeniu. O wiele łatwiej mi się teraz pisze. By nie przedłużać i nie pisać nowego tematu, przejdźmy do konkretów.

Do czego ostatnio podchodziłem? Od dawna byłem fanem Deadmau5, tak więc próbowałem ogrywać jego utwory na gitarze. Z początku ze słuchu, wspomagając się tabulaturą. Z ciekawości wpisałem nazwę piosenki z dopiskiem „cover” na YouTubie i znalazłem to:

Mam gitarę akustyczną i wykonanie na niej brzmi całkiem inaczej od elektryka. Póki co, jestem zmuszony grać na elektrycznej bez wzmacniacza, bo wyniosłem go do sali prób, gdzie ćwiczymy z zespołem, ale nie zmienia to faktu, że pudło rezonansowe dodaje specjalnego brzmienia. Z moich obserwacji wynika, że akustyk cieszy się mniejszą popularnością od gitary elektrycznej. Czemu? Nie mam pojęcia. Lepszy efekt? Więcej możliwości w drugim przypadku? Nie wiem co jest tego powodem. Trzeba zaznaczyć, że na filmie jest inny strój gitary. Zamiast standardowego, jest wariacja pod postacią dźwięków: C#G#C#G#B E

Muszę kiedyś spróbować tej kombinacji. Ja grałem na stroju obniżonym o pół tonu, ale ogrywałem  go bardziej ze słuchu.

Tutaj macie oryginał:

Dla osób chcących zagrać bez zmieniania stroju, znalazłem całkiem dobrą tabulaturę:

http://tabs.ultimate-guitar.com/d/deadmau5/strobe_intro_tab.htm

Jednak jest ona tylko do wstępu i wykonanie jest całkiem ciężkie. Zdecydowanie dla osób obytych z gitarą :)

Kolejną piosenką, nad którą dziś pracowałem było Hey You – Pink Floydów. Uwielbiam takie klimatyczne początki. Trudno mi się przestawić do kostkowania z przeskoczeniem struny.

I znów podaję odnośnik do tabulatury:

http://tabs.ultimate-guitar.com/p/pink_floyd/hey_you_intro_tab.htm

Ciekawy jest zabieg rozpoczęcia z niższej pozycji gryfu. Nie wiem, czy jest tak w oryginale, bo spotkałem się z dwoma wersjami, ale wydaje mi się, że lepiej w ten sposób się gra. Z początku byłem przekonany, że jest to strój niższy od standardowego, jednak się pomyliłem. Na szczęście na moją korzyść, bo nie jestem zwolennikiem przestrajania gitary w dół. Kawałek pochodzi z przełomowej płyty i jednej z lepszych w ich dorobku (według niektórych zaliczana do drugiej zaraz po The Dark Side of the Moon), do której nawet nagrano film.

Sposób grania wstępu przypomina mi The Call of Ktulu od Metalliki. Chodzi mi o sposób kostkowania i zmianę harmoniczną.

Sprawdźcie sami:

Oraz oczywiście tabulatura dla przykładu: http://tabs.ultimate-guitar.com/m/metallica/the_call_of_ktulu_tab.htm

Ostatnią rzeczą, którą dziś ogrywałem był Punk Rock. Mam swój zespół, ale zdarza mi się coraz częściej grać z losowymi osobami proste rzeczy. Prym wiedzie w tej kwestii Blues w standardowej progresji akordów, cztero-akordowy rock, ale perkusiści coraz częściej proponują punk rocka. Znam sporo zespołów w tej tematyce, ale miałem zawsze problemy z graniem go na gitarze. Wydawał mi się zawsze taki prosty. Przyziemny. Zaletą jest jednak fakt, że łatwo wytłumaczyć basiście co ma grać, a perkusista może się w tej kwestii wykazać :)

Tak więc padło na The Offspring.

Tabulatura do The Kids Arent Alright

http://tabs.ultimate-guitar.com/o/offspring/the_kids_arent_alright_tab.htm

Muszę ostrzec, że jest to dobra wersja… jednak intro powinno zagrać o próg wyżej.

O tak: kids arent alright

 

Kolejną piosenką, od tego samego wykonawcy było Self Esteem

Rytmiczne gitarki, fajny bas, który po części zastępuje gitarę na zwrotkach i mocny przester na wzmacniaczu.

Tab: http://tabs.ultimate-guitar.com/o/offspring/self_esteem_ver6_tab.htm

Jest bardzo ława do zagrania. Zdecydowanie polecana dla początkujących gitarzystów, którzy posiadają elektryka, a szukają piosenek do zagrania.

 

To tyle na dzisiaj. Będę starał się kontynuować ten cykl piosenek. W końcu gram ich sporo każdego dnia, a podzielić się nimi to nie problem. Kwestia zagospodarować czas na napisanie posta :)

V

Posted: Styczeń 9, 2012 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , , ,

V

Gitara to instrument, o który trzeba dbać. Żeby dobrze brzmiała, regularnie regulować. Lecz przychodzi taki moment, że przychodzi śmierć i zamaszystym ruchem swej kosy rwie ci strunę. Szczególnie dotkliwe jest, gdy jesteś początkującym i takie rzeczy nie dzieją się zbyt często. Zabrałem gitarę do muzycznego w trybie natychmiastowym – całe szczęście, że był wtorek. Przebiegłem przez park mijając  zżółkłe jesienne liście i trafiłem do muzycznego – dosyć często do niego chodziłem. Kupiłem najlepsze z dostępnych D’Addario 10-46. Nie miałem pojęcia co oznaczają te cyferki, ale na niektórych stronach spotkałem te numerki i akurat te wybrałem, niczym wybieranie szczęśliwych liczb w Lotto. W domu nie miałem pojęcia jak je założyć.

Na każdej stronie pisali co innego, a filmik instruktażowy obejmował inny typ gitar, najwyraźniej w boskich gitarach inaczej są montowane struny. Znalazłem ciekawe dwa poradniki. Różniły się znacząco, lecz każdy według autora był poprawny. Jeden kazał wsadzić strunę na początku kółeczko i zawinąć na 2 zwoje maksimum, drugi zaś wsadzał strunę w kółeczko na samym końcu i robił 3 zwoje. Poszedłem na kompromis, zawinąłem na 3 zwoje i wsadziłem na koniec w kółko. Do dziś nie wiem czy tak jest poprawnie, ale ważne, że „gitara gra”. Brzmienie nowych strun było dziwne. Jakby spłaszczone  i w ogóle mi się nie podobało, lecz po paru dniach doszło do siebie. Minęło pół roku. Nadeszła zima, dosyć mroźna. Przez pół roku, które grałem nauczyłem się grać parę piosenek na akordach i sporą ilość prostych riffów. Najlepiej wspominam trzy z nich.

Pierwsza to „Popcorn” – cover zespołu Muse . Co spowodowało, że aż tak mi się spodobała? Była prosta, melodyjna, grana była w górnych partiach, niby solówka.

„Master of Puppets” – Metallici, być może nie zagrałem całego kawałka, ale był to mój jeden z celów, by kiedyś zagrać całą piosenkę. Miał mocne porządne wejście, dobry intensywny riff, niezłe przejścia i harmoniczną solówkę na dwie gitary.

Trzeci kawałek to „Paranoid”  zespołu Black Sabbath, bo był po prostu łatwy i dobry. Nadszedł Nowy Rok. Jedną z obietnic noworocznych było: „grać przynajmniej godzinę dziennie”. W jakimś artykule przeczytałem, że człowiek im więcej ćwiczy tym staje się lepszy, i że potrzeba 10.000 godzin by być w czymś perfekcyjnym, czyli tylko 27 lat, pod warunkiem, że ćwiczyłbym godzinę dziennie. Rzeczywistość była trochę inna. Ćwiczyłem o wiele więcej niż godzinę dziennie. Czasem dochodziłem do trzech, a nawet czterech godzin. Ale nie robiłem tego specjalnie. Grałem bo mi się to podobało,  sprawiało przyjemność, a nie miałem nic lepszego do roboty.

Czasem wracam myślami do tamtego dnia, gdy niebo się rozstąpiło. Modelu gitary nie znam do dziś. Próbowałem szukać informacji w internecie, zamieszczałem nawet zdjęcia. Z tego co się dowiedziałem była to gitara wzorowana na Stratocasterze firmy Fender. Nie miała żadnych znaczników, żadnego numeru seryjnego, nic. Była to po prostu gitara przeze mnie nazywana „boską”. Teraz tak myśląc dochodzę do wniosku, że to mi się wszystko przywidziało, lecz gitara była… Na pytanie mamy „czemu tak długo trzymasz gitarę kolegi” odpowiedziałem, że dostałem ją w prezencie. Co po części było prawdą, bo jakby nie patrzeć pod pewną postacią był to prezent.

Po zimie przychodzi wiosna. Czas odrodzenia. Wtedy zacząłem doszkalać się w teorii. Mimo, że grałem prostsze solówki już wcześniej, tak na wiosnę zaczynałem już improwizować. Teoria była dla mnie na początku trudna i nudna. Opanowałem podstawowe skale i coraz częściej zaglądałem do lekcji gitarowych, które przepełnione były teorią. Wielu pojęć nie rozumiałem, lecz to nie przeszkadzało w nauce. Improwizacja pozwala wyrazić siebie. Każdy gitarzysta improwizuje inaczej, każdy ma inny styl. Tylu ilu jest gitarzystów na świecie, tyle jest sposobów improwizacji. Ja już zdążyłem wykreować własne zagrywki, które jakby „weszły w krew”. To nie dzieje się na zasadzie przemyślenia, a po prostu swobodnym graniem, co powoduje, że często się powtarzam w riffach. Im więcej ćwiczę, im więcej czasu upłynęło od kiedy zacząłem grać, tym więcej jestem w stanie zagrać piosenek, I ćwiczę dalej, bo ciągle są piosenki, których nie zagram przez najbliższy czas. W miarę jak więcej improwizowałem i grałem solówki, zapominałem o grze akordowej. Co było zgubne.

Zacząłem pomijać proste riffy, akordy tylko przechodziłem od razu do solówek, co w efekcie przyczyniło się do tego, że grałem same solówki. Po wiośnie zaczęły się wakacje. To już prawie rok, odkąd zacząłem grać na gitarze. Mówiłem póki co tylko o muzyce, bo nic ciekawego się nie działo, i dziać się nie miało przez cały rok.

IV

Posted: Grudzień 31, 2011 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , ,

IV

Co spowodowało, że aż tak bardzo polubiłem muzykę? Pozwalała się oderwać od ziemi. Zapominasz o tym co się dzieje, grasz to co lubisz i tylko to się liczy. Wybijasz tempo stopą, słuchem przechwytujesz dźwięki, i starasz się stworzyć jak najbardziej spójną harmonię. Zapominasz o miejscu, w którym się znajdujesz. Ściany blakną. Oczami wyobraźni widzisz muzykę. Bo czy da się widzieć muzykę? Owszem, lecz potrzeba do tego maksymalnego skupienia, wręcz kontemplacji z gitarą. Nagle obraz znika. Zaczynasz odczuwać ból w opuszkach palców i nadgarstku. Możesz grać dalej, ale obraz będzie zamazany. Nie będziesz w stanie dostrzec otaczającej cię harmonii, gdyż cała uwaga będzie skupiona na cierpiącej ręce. I nagle uświadamiasz sobie, że siedzisz z gitarą. Cisza wypełnia  pokój. Podkład do którego grałem już dawno się skończył. Czas wrócić do szarej codzienności, zrobić sobie przerwę i wrócić do gry jutro.

Czas euforii minął. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na odbijające się światło lampki. Zapytałem samego siebie

– co to było?

Spojrzałem na odbijające się światło lampki nocnej. Miałem ustawioną ją do góry, by światło odbijające się od ściany rozświetlało cały pokój. Tworzyła ona swego rodzaju zorzę. Wróciłem wzrokiem do gitary. Na gryfie pojawiły się ogniste wyżłobienia, które pulsowały własnym światłem niczym serce, lecz nie parzyły. Z biegiem czasu zaczęły niknąć. Przypominało mi to magmę, która zastyga i zmienia kolor z czerwonego w szary. Nagle znikły całkowicie. Efekt był niesamowity. Postanowiłem pograć jeszcze chwilę, by zobaczyć to znów. Nic się takiego nie stało. Była to znów normalna gitara nieznanej firmy, którą zwałem „boską”. Co dziwniejsze sytuacja mnie w ogóle nie przestraszyła, choć powinna. Prawdopodobnie, gdybym na czajniku ujrzał takie wzorki od razu wzywałbym pomoc. Tym razem tą sytuacje pozwoliłem zachować dla siebie i nikomu o tym nie mówić. – Jeszcze wzięli by mnie za świra. Przez długi okres nie doświadczyłem podobnej sytuacji, ani uczucia. Z biegiem czasu zaczęło mi się wydawać, że był to sen i zacząłem nawet sobie tak wmawiać.

Przez okres wakacji nie poznałem nikogo nowego, choć zamierzałem, a cicha miłość zdążyła się wypalić. Wakacje choć słoneczne, minęły niczym sztorm. Burza myśli zdążyła ucichnąć.

W ten sposób minęło lato. Potem wrzesień, nowa szkoła, nowi znajomi. Jedna historia niesamowicie utrwaliła mi się w pamięci, a raczej cytat. Rozmowa z koleżanką przed pójściem do nowych szkół. Jakoby towarzystwo zmieniało ludzi. Powiedziałem sobie „nigdy się nie zmienię” – oczywiście się myliłem. Mówiąc wprost, okłamałem samego siebie, tą historię z pewnością kiedyś wam opowiem, lecz jeszcze nie teraz, nie w tym momencie.

Dziewczynę, która podobała mi się przez długi okres czasu wciąż spotykałem i spotykam do dziś w drodze do szkoły. To uczucie minęło, lecz wciąż miewam dziwny stan, gdy ją widzę  nawet przez sekundę. Efekt suchości w ustach i blokady w gardle. Tak, to była ta pierwsza i pewnie dlatego ją zapamiętam na długo.

III

Posted: Grudzień 30, 2011 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , , , , , , ,

III

Pobudka wcześnie z rana. Szybkie śniadanie, to co zawsze. Wziąłem 100 zł i poszedłem do miejscowego sklepu muzycznego. Sklep był mały, ale podejrzewałem, iż kupie to co potrzebuje. Niepewnym krokiem wszedłem do sklepu. Miałem pewne obawy, że będę jednym z tych nowych, niekumatych kupujących i nie będę rozumiał co mówi do mnie sprzedawca. Wyboru zbyt dużego nie było. Gitary wiszące na ścianie, parę sztuk wzmacniaczy, akcesoria gitarowe, struny.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry, coś podać?

Po krótkim rozejrzeniu się dookoła odparłem

– stroiki gitarowe u pana dostane?

– ależ tak, oczywiście – wskazał ręką na małe urządzenia, które wahały się w cenach od 20 do 60 zł – podać któryś?

– potrzebuje stroika do gitary elektrycznej.

– chromatyczny czy cyfrowy? – no i klops. Jedne z tych pytań na które początkujący nie są w stanie odpowiedzieć.

– yyy… , a jaka jest różnica?

– chromatyczny wskazuje dźwięki podstawowe, które są na gitarze i stroi do podstawowego stroju, a  cyfrowy wskazuje wszystkie dźwięki na gitarze i dodatkowo umożliwia strojenie w różnych strojach oraz strojenie innych instrumentów. Generalnie cyfrowy jest lepszy, ale i droższy – prawie nic nie zrozumiałem, ale skoro cyfrowy jest lepszy to lepiej zainwestuje w ten droższy, w końcu różnica to tylko 20 zł.

– to poproszę ten cyfrowy.

– coś jeszcze?

– w jakiej cenie są wzmacniacze gitarowe?

– od 200 do 2000 zł w zależności od modelu – że co? 2000 zł za wzmacniacz? chyba zwariowali- pomyślałem.

– Dziękuje, to chyba już wszystko.

Wróciłem do domu rozmyślając w drodze o zakupie wzmacniacza. Jak spadła mi gitara to i wzmacniacz by mógł spaść przy okazji…, ale nie można mieć wszystkiego. Rozpakowałem stroik. wziąłem gitarę w ręce. Klikając, każdy przycisk na oślep włączyłem stroik i uderzyłem w strunę. Z tego co zdążyłem zapamiętać, pierwsze dwie struny z zewnątrz to struny „E”. Więc uderzyłem pierwszą strunę, tą najgrubszą. Pokazał mi się wskaźnik, zaświeciła się czerwona lampka i pokazała się literka „D”. Idąc tym tokiem myślenia pokręciłem pokrętłem na końcu gitary i znów uderzyłem w struny. Lampka pokazała się zielona, wskaźnik był na zerze (jak mi się wydawało to chyba było dobrze), i pokazała się literka „C”. Miało być „E” wyszło „C” więc zacząłem kręcić w przeciwnym kierunku. Struna się naprężyła w dziwny sposób, przez chwilę miałem obawy, że pęknie. Lecz nic takiego się nie wydarzyło. Uderzyłem w strunę jeszcze raz. Pokazała się literka „E”, wskaźnik był krzywo i zapaliła się czerwona lampka. Podkręciłem trochę bardziej i „Bingo”. Literka E i zielona lampka. Na jednej ze stron znalazłem gitarę i każda struna od gitary była podpisana dźwiękiem. Wzorując się na tym schemacie nastroiłem resztę strun. Na końcu uderzyłem we wszystkie struny. Nie brzmiało to jakkolwiek ale wydawało mi się, że stroiła i że tak powinno być.

Zacząłem szukać piosenek do zagrania na gitarze. Nie obchodziło mnie by zagrać coś co lubie, ale by w ogóle coś zagrać. W szybkim tempie ogarnąłem czym jest tabulatura, akordy i jak się ich używa. Pozostało mi wkuć na blachę wszystkie podstawowe akordy (a trochę ich było), i rozróżniać liczby na progach. Jako, że za teorią zbytnio nie przepadałem zabrałem się do zagrania dwóch piosenek, a raczę ich części. Pierwszą była „Nothing Else Matters – Metallici” grane na pustych strunach z nieudaną próbą grania dalszych części, lecz obiecałem sobie, że kiedyś zagram całość. Drugą zaś była „Son of the Blue Sky – Wilków” z intrem i akordami, które może nie były zagrane poprawnie, ale uszły w tego słowa znaczeniu. Korzystałem z filmików na YouTube. Trochę pomogły w początkowej fazie nauki. Przed snem poczułem ból opuszków palców, lecz mimo to usnąłem zmęczony graniem.

Przez pierwszy tydzień ogarnąłem kompletne podstawy grania na gitarze, trzymanie, ruchy ręki, uderzanie strun, parę akordów podstawowych. Ciągle miałem problemy z biciem – zmora początkujących gitarzystów. Nie grałem kompletnych piosenek. Grałem niektóre zagrywki, które dawałem rade zagrać i tak powtarzałem w  kółko. Co pewien czas znajdowałem nowe informacje dotyczących gry na gitarze w internecie i forach internetowych. Lecz miałem dziwne uczucie, ze uczę się zbyt wolno i wszystko mi się ciężko grało. Granie niektórych piosenek ograniczała mi nieumiejętność łapania akordu „F- Dur”, wręcz sporej większości. Przeklęte F-Dur…Czasem wydawało mi się, że się śni po nocach. Serio. Po jakimś czasie, mniej więcej miesiącu, być może krócej, zobaczyłem filmik jak koleś grał „Anarchie – Soundtrack z 39 i pół”. Była to piosenka tak banalna, że raz dwa ją opanowałem, lecz było jedno ale… brakowało tego czegoś. Rocka i Metalu słuchałem od dłuższego czasu, zanim zacząłem grać na gitarze, ale w tematykę brzmienia nigdy się nie zagłębiałem. Słuchałem bo mi pasowało, że tak to ujmę.  Z kupnem wzmacniacza zwlekałem dobry miesiąc, gdyż nie myślałem, że zacznę grać na poważnie, i że spodoba mi się to na tyle, że zacznę to robić nałogowo( co robię do dziś). Pieniądze miałem już dawno odłożone. Jak się potem dowiedziałem tym czymś był wzmacniacz z efektem. Nie będę opisywał jaka różnica jest pomiędzy czystym brzmieniem, a przesterowanym bo to by idiotycznie brzmiało, lecz brzmienie przesterowane jest, że tak się wyrażę „agresywniejsze” i ma pewną „moc”.

Pod koniec wakacji poszedłem do sklepu po wzmacniacz i kabel. Dałem za niego 220zł. Przy zakupie nie obchodziło mnie ile miał pokręteł i jak brzmiał. Wystarczyło, że miał to coś zwane przesterem, co zmienia dźwięk i powodował, że gitara była głośniejsza. W domu wreszcie mogłem „dawać czadu”. Podpinka pod wzmacniacz rozkręcenie głośności na max i przester na max. Uwagi domowników słyszałem cały czas, ale najczęściej ściszałem lekko, a zaraz jak opuścili mój pokój rozkręcałem z powrotem na max. Może i nie grałem najlepiej, ale sprawiało mi to niezłą frajdę, a przecież to się liczyło.

II

Posted: Lipiec 18, 2011 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , , , ,

II

Kolejny dzień wakacji. Dziś miałem zacząć naukę na gitarze, więc trzeba coś w tym kierunku zrobić. Zszedłem do kuchni zjeść śniadaniowy obiad (śniadanie jedzone o 13). W końcu są wakacje i człowiek lubi sobie pospać trochę dłużej. Otwieram lodówkę, patrzę co można sobie zrobić do jedzenia. Nagle za plecami słyszę głos mamy

– Skąd masz gitarę? – w tym momencie mnie zatkało. Szybko staram się poskładać w myślach jakieś sensowne wytłumaczenie.

– Kolega przyniósł – w końcu nie mogłem powiedzieć, że spadła z nieba.

– Zamierzasz na niej grać? – jak ja nienawidzę tych pytań, które wydają się być oczywiste, a jednak trzeba na nie w jakiś sposób odpowiedzieć.

– Yhy- dodałem bez namysłu, na odczepnego.

Dała sobie spokój.  Dobrze, że nie spytała się o którego kolegę chodzi. W końcu nie mam ich zbyt wielu, a nie lubię tłumaczyć, o którego chodzi. Szczególnie, że nie istnieje. Zrobiłem sobie tosty z serem i salami. Mój typowy wakacyjny posiłek. Jak zabraknie salami do biorę szynkę i dodaje sosy curry. Nie pytajcie dlaczego, ale po prostu tak mi smakuje. Wróciłem do swojego pokoju i włączyłem gg. Przejrzałem znów listę kontaktów. I Bingo! Kowal miał w opisie „nowe struny”. Nie znałem go za dobrze, bo był przypadkowym znajomym z niewiadomego miasta, pewnie z drugiego końca polski poznanym „x” czas temu w jakiś okolicznościach (połowa moich kontaktów taka była).

– Cześć Kowal. Grasz na gitarze?

– Elo. Tak, ale nie mogę zbytnio gadać bo niedługo wychodzę, więc tylko na chwilkę.

– Jak grać na gitarze? – to pytanie mogłoby się zaliczać do tych oczywistych. „Uderzając w struny”.

– W internecie masz lekcje. Poszukaj sobie. Ja nie gram na gitarze, tylko na basie. W sumie też gitara, ale trochę inna. – czyli, że co pudło? – pomyślałem. Dopisał jeszcze: – ale kiedyś grałem na akustyku więc trochę się znam na zwykłych gitarach.

– Od czego zacząć? – doskonałe pytanie.

– Na początku nastrój gitarę, bez tego nie będziesz mógł dobrze grać, naucz się podstawowych akordów, dźwięków na gitarze i budowy gitary. Ja muszę spadać. 3maj się.

– kk , dzięki -3m sie – Przynajmniej jakieś informacje zdobyłem.

Dobre i to. Przynajmniej wiem pod jakimi słowami szukać. Zacząłem od strojenia. Jak nastroić gitarę?. Znalazłem w internecie jakieś śmieszne literki przy strunach. Poczytałem parę artykułów. Dowiedziałem się, że stroi się przy pomocny przyrządu nazywanego stroikiem, każdej strunie odpowiada inna literka, a struny, które są bliżej krawędzi są takie same i mają literkę „E”. – No to chyba dzisiaj sobie nie pogram – była niedziela, a sklepy były zamknięte. Popołudnie spędziłem czytając informacje o gitarze, budowie i ogólnej zasadzie działania. Dowiedziałem się też niesamowicie ważnej rzeczy. Potrzebowałem wzmacniacza. Bez tego moja gitara nie będzie głośna. Wzmacniacz jest podstawowym elementem gitary elektrycznej i to on generuje brzmienie wychodzące. Wydawało mi się to oczywiste, ale nie przyszło mi to na początku do głowy. Jako, że była niedziela, byłem po części zmuszony do pójścia do kościoła – kiedyś wam o tym opowiem. Po powrocie zjadłem kolacje, obejrzałem film i poszedłem spać. Jutro miałem się wybrać na małe zakupy do miejscowego sklepu muzycznego.