Ostatnio często spotykam się z tym zagadnieniem. Mój tata zawsze mi powtarzał, że żeby osiągnąć sukces to trzeba być systematycznym w tym co się robi. I to jest prawda. Każda dziedzina nauki, każde hobby, zainteresowanie się z tym wiąże. Posiadamy tak jakby paski doświadczenia i skilli (gracze zrozumieją). Taki przykład z gier RPG, bądź MMORPG. Na początku szybko wbija się poziom, ale im dalej jesteśmy, im wyższy nasza postać ma poziom tym trudniej jest osiągnąć awans. I tak też jest w naszym życiu. Opanowanie podstaw to kwestia paru dni, tygodni. Osiągnąć zaawansowanie w tym to się robi to już lata!

Oglądałem ostatnio jeden z wykładów TED. To są takie prezentacje od ludzi (najczęściej sukcesu) dla ludzi. Jeden z nich mówił o nauce i o tym jak się nauczył grać na ukulele, chociaż nigdy nie grał na żadnym instrumencie. Potrzebował równe 20 godzin, aby nauczyć się podstaw i móc zagrać przed publicznością. Ciekawym stwierdzeniem również było, że aby być lepszym od przeciętnego człowieka, wystarczy poświęcić 20 godzin na daną czynność.  Na przykład naukę nowego języka, rysowanie, granie na pianinie. Ogólnie wszystko co jest możliwe do nauczenia się. Wykład możecie znaleźć tutaj:

I to jest prawda. Mogę to oprzeć na swojej osobie. Nie wiem ile dokładnie czasu poświęcałem na naukę każdej czynności, ale zgaduje, że coś koło tego było.

Pewnego dnia koleżanka oświadczyła mi, że jestem osobą, która szybko się nudzi. I  muszę się z nią zgodzić. Ma w tym 100% racji. Maksymalnie jestem w stanie skupić się godzinę nad danym zagadnieniem, a potem po prostu mnie tu nudzi. Ale… staram się robić to systematycznie. Doba co prawda ma 24 godziny, więc niektóre rzeczy odpuszczam i skupiam się na najważniejszych. Zajmowałem się naprawdę wieloma rzeczami. Rysowaniem, animacją, grafiką komputerową, tworzeniem filmów, pisaniem książek, szachami, graniem w piłkę, freestylem (takie sztuczki piłkarskie), ale na to wszystko brakowało systematyczności. Została jedynie gitara… która towarzyszy mi od 5 lat. A no i gry komputerowe, ale to raczej jako hobby poboczne :) Każdy potrzebuje chwilę relaksu. No i pisanie, ale pisać, moim zdaniem każdy umieć musi. Nie biorę pod uwagę tu dóbr kulturowych takich jak książki, filmy, seriale, bo to nie jest hobby. To jest spędzanie miło czasu. Chyba, że jesteście na tym punkcie totalnie zwariowani, znacie aktorów, scenarzystów, rok i miejsca produkcji. Wtedy to już jest hobby :)

Electric_guitar_(477101105)

 

Mimo, że to wszystko odpuściłem, to jednak umiejętności pozostały. Każdy musi być czymś zainteresowany. Ja moją przygodę z gitarą zacząłem w gimnazjum, kiedy to nudziłem się w wakacje i z tej nudy narodziła się umiejętność, którą staram się przekuć w talent. Było na początku ciężko. Nawet bardzo. Ale ta wytrwałość i systematyczność przerodziły się w pełno pozytywnych historii, nowe znajomości i wspaniałych ludzi :)

 

 

Reklamy

Pisałem już chyba wszędzie. No prawie… Tam gdzie miałem dostęp. Pierwsze były fora internetowe, które z czasem zamieniły się w blogowanie. Jak ktoś komuś odpisuje tekstem na pół ekranu, to już chyba jest coś nie tak? Trochę  mi to też się znudziło i tak szukałem swojego miejsca w świecie. Pamiętnik Gitarzysty ma nie zmieniony motyw od… początku. Myślę, czy czasem by go nie zmienić? Z drugiej strony myślałem o swoim własnym hostingu i domenie bez tego łącznika „wordpress”, ale daje sobie jeszcze czas. W końcu jestem jeszcze biednym studentem :)

Znajdziesz mnie na Twitterze, Google+, od niedawna na Facebooku… Poświęcałem dużo czasy na te trzy kanały społecznościowe i trochę tak… bez sensu. Google+ przekonało mnie połączeniem z YouTube, ale jak nie było ludzi, tak nie ma dalej. Nie przekonasz społeczności do siebie, jeżeli nie masz interesującej treści. Twitter… Może jeszcze kiedyś z niego skorzystam. Sprawdzał się w podróży pociągiem. Szybkie podejrzenie co „u ludzi” słychać. Mało merytoryczne, ale pozwala znaleźć ciekawe artykuły. Tak jakoś 1 artykuł na 100 tweetów.

Facebook. Niby istnieje. Ale czegoś w nim brakuje. Nie oferuje zebrania fanów poprzez treść, a jedynie poprzez znajomych. Dobra. Istnieje opcja reklamy. Ale to zdecydowanie nie jest obecnie na moją kieszeń.

Do tego dochodzi parę projektów. Pisałem dla bloga modowego w dziale muzyka i powoli rozkręcam bloga technologicznego. Ale na to wszystko oczywiście potrzeba czasu. I tak stał w miejscu mój pierwszy projekt. Mój szary pamiętnik. Dosyć już zakurzony, ale jednak.

Blogi mają to do siebie, szczególnie te nowe, że szybko zmienia się styl pisania autora. Ewoluuje on, od braku stylu, do własnej barwy. Po półrocznej przerwie myślę, aby znów się zabrać za pisanie pamiętnika. Tym razem na poważnie. Czy będą to kolejne puste słowa? Zobaczymy :)

Przez ten czas nabrałem całkiem pokaźnego doświadczenia. Łatwiej mi się pisze i nie muszę się do tego zmuszać. W końcu ta cała zabawa  ma mi sprawiać przyjemność. Kończąc ten przydługi wstęp do nowego oblicza, to chciałbym się z wami podzielić moim nowym odkryciem:

Lubię wykonania akustyczne. Mogłoby się wydawać, że są łatwiejsze w wykonaniu, jednak co do tego zdania są podzielone. Wykonania te lepiej słychać. A jak lepiej słychać to i błędy szybciej się wyłapie. Tempo musi być idealnie równe. Jedynie co się ratuje w tej opcji to solówki. Ich w akustycznych wersjach nie powinno być. Tak więc gitarzysta prowadzący może sobie odpocząć :)

Trzeba przyznać, że nagranie jest w bardzo dobrej jakości jeżeli chodzi o dźwięk. Nie przesterowywuje, nie faluje. Po prostu płynie! Zaleca się słuchać przy dobrym humorze!

Każdy ma swoją.

Lecz ten gust może się zmienić, ulegać przekształceniu. Jesteśmy tylko ludźmi. Elementy środowiskowe mają wpływ na to jacy jesteśmy, czego słuchamy, co oglądamy, gdzie pracujemy, jakie mamy aspiracje etc. Wszystko to zależy od miejsca i czasu. Nawet to jakiej muzyki słuchamy zależy od osób, które spotkaliśmy w swoim życiu. Słuchasz Metalliki, bo twój kuzyn kiedyś ci ją przedstawił, a Beatlesów, bo twoi rodzice byli ich fanami i przy ich muzyce się poznali. Twoja była dziewczyna słuchała Nirvany, ale odkąd się rozstaliście znienawidziłeś ten zespół, ale czasem lubisz do niego wrócić i przypomnieć sobie stare czasy. Queenu słuchała twoja ciocia, a babcia Leopolda Staffa. Dobra. Teraz się rozpędziłem za daleko. Ale wszystko ma na nas wpływ. Dosłownie. Dlatego też wykonawcy się dobijają do programów muzycznych i walczą o kontrakty płytowe. By o nich usłyszano i by wieść o ich muzyce trwała w radiu, telewizji, na YouTubie, w każdej formie, nawet w gazecie. Z tego powodu również skandal, mimo iż wywołuje tyle szumu jest jak woda na pustyni dla wykonawcy. Pozwala mu przez chwilę zrobić trochę szumu. Po takim wydarzeniu zapada się pod ziemię, i za parę lat wraca na scenę, gdy wszyscy już zapomnieli. Ale pamięć jednak została. Mniej o skandalu, a więcej o twórczości artysty.

I tak samo jest i ze mną. Może i nie słucham wykonawców skandalistów, a przynajmniej mniej mnie ta twórczość interesuje, bo jest to głównie domena muzyki PoP, ale klasyki nigdy nie odpuszczę. I tak kawałki, których nienawidziłem, stają się moimi ulubionymi. Przesłuchałem się już niektórymi piosenkami, bo ile razy można słuchać Nothing Else Matters? I tym sposobem Queen – Bohemian Rhapsody , z niezrozumienia stało się arcydziełem, Nine Inch Nails, z dziwnej muzyki awansowało do poziomu niezłego industriala, a ostatnia… tu już do akcji wkroczyła Pop-Kultura.

Wybrałem się jakiś czas temu do kina. Nie byłem pewny na co idę, bo był to czysty traf. Jak się okazało szczęśliwy. Sekretne życie Waltera Mitty. Tak zwał się ten film. Bym go określił jako spokojną komedię familijną. Ale ten moment… kiedy usłyszałem piosenkę, którą znałem, ale nie wiedziałem skąd pochodzi, jaki był jej tytuł. I wtedy mnie olśniło. Space Oddity. David Bowie. Była to jedna z piosenek, które w ogóle mi się nie podobały, ale wykorzystanie jej w filmie, wykonanie jako Cover, zaśpiewane przez Kritsen Wigg. Zakochałem się. W piosence oczywiście. Są trzy wersje, których bym mógł słuchać naprzemiennie.

1. Wersja z kosmosu nagrana na stacji kosmicznej NASA przez Chrisa Hadfielda

2. Wersja z filmu

3. „Oryginał”

Oryginalna wersja NASA została zdjęta, bo podpisali kontrakt z Bowiem jedynie na rok, ale ostały się kopie. Jedną z nich możecie właśnie obejrzeć. Oryginał jest dobry, ale lubię własną inwencję twórczą. Coś się wzorowało, ale postanowiono zrobić to inaczej i na własny sposób. W nowym otoczeniu.

By ze sceny zejść…

Posted: Kwiecień 3, 2014 by JPoczwarka in Artykuły
Tagi: , , , , , ,

Ale czy na pewno? Czy muzyk powinien przestać tworzyć?

Widzieliśmy już wiele wzlotów i upadków. Różnej rangi. Krajowej, światowej, miastowej. Upadek taki może wiązać się z zakończeniem działalności muzyka. W końcu prasa swoje zrobi… Często nawet lincz w internecie powoduje inne nastawienie do tworzenia. Kurt Cobain w ostatnim swoim liście pożegnalnym napisał „Lepiej spłonąć. Niż wyblaknąć”. To były oczywiście słowa Neila Younga, jednak w jego postaci przekazywały większy ładunek emocjonalny. Tworzył świetną muzykę i odszedł pozostając w naszej pamięci wiecznie młody. Czy stworzyłby coś lepszego? Nie wiadomo. Pozostawił w swoim życiowym pamiętniku puste kartki, które już nigdy nie będą zapisane.

Niektóre zespoły nie powinny kontynuować kariery. Wyciągać tekstów z szuflady i nagrywać… byle „coś” było. Led Zeppelin odeszli w wielkim stylu, jednak na horyzoncie widać ich nową płytę. Queen nie mógłby reaktywować się, gdyby nie zastępczy wokalista, który i tak nie zastąpi głosu Freddiego Merkurego.

Więc po co tworzyć? Po co nagrywać?

Jeżeli jesteście artystami i tworzycie, to będziecie wiedzieli o czym mówię. Ta chwila, gdy stworzycie „coś” i to „coś” się wszystkim podoba. Na koncertach widownia śpiewa z wami refren, na YouTube nagrywane są covery waszej piosenki, a w barach śpiewane są wasze piosenki na Karaoke. I wszyscy znają słowa, które wyszły spod waszych rąk. I to nie tylko dotyczy muzyki. Tworzycie grafikę w grach, okładki albumów muzycznych, czy dorabiacie sobie na kreowaniu rzeczywistości. A potem to co stworzyliście jest brane pod ocenę i wydawany jest werdykt. Tworzysz od wielu lat? Stwarzasz rzeczywistość? Nowe światy? Pamiętaj, że wpływasz wtedy w pewien sposób na życie innych. Powodujesz, że oddajesz cząstkę siebie, by ktoś inny mógł wcielić ją do swojego świata.

Czy warto ze sceny zejść? Tak… Ale tylko wtedy, gdy już tego nie czujecie. Nie ma sensu robić czegoś na siłę, ale trzeba pamiętać, że wciąż pozostają kartki do zapisana i piosenki do zaśpiewania :)

Pamiętajcie o kapodasterze na szóstym progu!

Tabulatura:

i see fire

Akordy:

isee fire akordy

 

Pamiętajcie by założyć Kapodaster!

Dla osób, które zbytnio nie mogą zrozumieć akordów to podaję:

happyzwrotkahappyrefren

 

Nauka poprzez stronę może być problematyczna tak więc postanowiłem ze sobą te dwie rzeczy połączyć.

Na blogu będę pisać akordy, tekst utworu i oryginalnego kompozytora, a na YouTube będę tłumaczyć jak zagrać piosenkę. Tak więc zaczynamy!

Piosenka ta składa się z czterech akordów: e-moll, C- dur, G-dur oraz D-dur. Jak złapać te akordy? Już opisuje:

crannberies

Danger Mouse – Rome

Posted: Luty 8, 2014 by JPoczwarka in Recenzje
Tagi: , , , , , , ,

Rzadko się zdarza, ale się zdarza, że wykonawca mnie urzeknie od początku. Dowiedziałem się o nim z magazynu muzycznego, gdzie udzielał wywiadu i opowiadał o produkcji najnowszego albumu. Ciekawym było, że wspominał o dużym wpływie hitów disco na rok 2013. Spójrzcie na piosenkę Get Lucky, którą zrobił Daft Punk. To typowy utwór z lat 80. Gitary, wokale, perkusja. To wszystko przypomina Bee Gees. Ale wracając do Danger Mouse to stworzył on w 2011 roku świetny album o nazwie „Rome”. Wiedziałem jedynie tyle o nim, że jest producentem i współpracował z takimi gwiazdami jak U2, Gorillaz, czy Black Keys.

Wczoraj rano miałem przy użyciu Spotify już go na telefonie i słuchałem w drodze do szkoły, a że drogę mam długą, bo muszę jechać godzinę pociągiem i 10 min tramwajem to zawsze dam radę jeden album przesłuchać :)

Oczarował mnie. Ten album jest magiczny. Jest spokojny i klimatyczny. Ma wszystko to, co powinien mieć. Mało jest takich albumów. Trzeba dodać, że o nim nigdy nic nie słyszałem. Grali i śpiewali na nim takie gwiazdy jak Jack White i Norah Jones. To klasa sama w sobie.

Wczoraj słuchałem go w drodze na stację. Oglądałem zatłoczone miasto, ludzi i żebraków. Jedni się śmiali, drudzy rozmawiali, a ja tak szedłem i czułem to miasto. Miasto, które tętni życiem. Które oddycha i mówi swoim głosem.

Boję się, że znudzi mi się tak jak inne albumy, bo zbyt mocno mi się „przesłucha”, ale ważne, że się teraz w niego wczuwam.

Post zainspirowany radą mojego dobrego znajomego Łukasza :)

Chciał bym mu wytłumaczył jak się gra solówki. Jest to bardzo proste… jak się w tym siedzi pięć lat. Muzyka to schemat. Muzyka to matematyka. Wszędzie jest matematyka (w końcu królowa nauk). Ale są pewne dźwięki, które nam się lepiej podobają od innych. Kiedy jest muzyka? Kiedy zachowane są trzy punkty: Harmonia, Melodia i Rytm.

Rytm to perkusja, sposób w jaki uderzamy prawą ręką w struny gitary. Kiedy utwór brzmi najlepiej? Jak gramy równo 4/4, podział, który jest w 90% współczesnych piosenek.

Melodia. Czyli pewna sekwencja dźwięków. Najprostsza melodia, którą każdy zna to: wlazł kotek na płotek. Ją chyba każdy zna :) Melodia, głównie jest wyśpiewywana. Piosenka jest dobra, jak ma melodyjny refren, który łatwo zapadnie w pamięć.

petrucci solo guitar comic

No i dochodzimy do ostatniego punkty: Harmonia. Harmonia to sekwencja dźwięków, która dobrze ze sobą „gra”. Oczywiście można grać harmonię poprzez granie pojedynczych dźwięków na gryfie gitary, ale jest to zbyt czasochłonne. Tak więc ludzie by ułatwić sobie pracę stworzyli skale gitarowe. Są to przedstawione dźwięki na gryfie gitary, które ze sobą dobrze  współgrają. Najpopularniejsza skala gitarowa to pentatonika. I to o niej chciałbym wam trochę powiedzieć :)

Pentatonika jak sama nazwa wskazuje jest to skala, która składa się z pięciu dźwięków. Skala może rozpoczynać się z różnej pozycji. Dźwięk początkowy decyduje o tym w jakiej tonacji jest dana skala. Jeżeli zaczynamy od dźwięku ‚C’ to jest to Pentatonika w skali C.

Żeby zbytnio nie utrudniać, zacznijmy od jednej pozycji skali C.

skala C

Dźwięk początkowy to ‚C’, ale dźwięk A również należy do skali, dlatego jest w nawiasie. Starajcie się grać z użyciem małego palca. Przez długi czas o nim zapominałem, ale jest on bardzo ważny, by zachować szybkość w graniu piosenek. Wyróżnia się skale durowe i molowe. Pentatonika w C – dur, będzie skalą a-moll. Wiem, że na razie, może to dziwnie brzmieć, ale tak jest. Musicie mi zaufać :)

Jak powinniście zagrać powyższy przykład? Macie tutaj anglojęzyczny przykład. Ale angielski nie jest wam potrzebny.

Jak widzicie jest to tylko pięć dźwięków. Do tej skali będą pasować wam piosenki zaczynające się od tych akordów, w których w skład wchodzi skala. Skala ta jest często używana w takich gatunkach muzycznych jak Blues, Pop, czy Metal.

Jak wygląda utwór skomponowany na skali C? Pozwolę podzielić się z wami moim wykonaniem :)

Ludzie od zawsze coś robili. A to praca w polu, a to czytanie książek, nauczanie innych ludzi, wymyślanie teorii. Były też lenie co nic nie robiły. Ci najczęściej szybko marnie kończyli. No ale cóż. Takie życie. Jest również kategoria tych co robią coś cały czas, a mianowicie: sportowcy.

Od zawsze byli uwielbiani przez lud. W antycznym Rzymie byli wybierani jako walczący, biegający, rzucający. Krótko mówiąc, klasyczna olimpiada. Były organizowane igrzyska, były nagrody, było świetnie.

Ale teraz moje pytanie. Po co?!

Próbowałem tego. Chodziłem na siłownie przez prawie rok, a biegam od małolata. Ganiałem jak głupi za piłką, a nawet zdobyłem parę dyplomów (teraz leżą w szafce na samym dole). Ale ja wtedy byłem dzieckiem! To normalne, że człowiek za dzieciaka ma dużo energii i chce jakoś ją wyładować. Pobiegać parę razy w tygodniu rekreacyjnie rozumiem, ale biegać 10km dziennie, wyciskać ostatnie poty, tak po prostu bez powodu? No tego to ja już nie rozumiem.

Niektórzy powiedzą, że to lubią, że tak fajnie i w ogóle. Ale dla mnie to robienie rzeczy, której się nie do końca lubi. Z tego względu, też zrezygnowałem z siłowni. Z początku było fajnie. Człowiek stawał się silniejszy, cięższy, lepszy. Ale siedzieć na maszynie i robić 15 powtórzeń po cztery razy na każdą partię mięśni? Siedzieć 3h i po prostu bawić się ciężarkami? To jest fajne na początku, jak się doświadcza czegoś nowego. Też polecam spróbować i sprawdzić czy się podoba, ale dla mnie to straciło sens. Przez cały rok robić jedno i to samo (zmieniają się jedynie partie mięśni i dieta). Rozumiem jedynie ludzi, dla których siłownia to cel. Chcą być mistrzami w Kick-Boxingu, albo trenują jakiś dodatkowy sport, ale tak po prostu by się zmęczyć? To nie dla mnie…

Nawet piłka nożna ma cel. Bieganie z kulką po wymiarowym boisku i starać się trafić nią do bramki. Ale siłownia?

Są jeszcze ludzie, którzy chcą w przyszłości zostać sławnymi sportowcami. Sam taki byłem! Grać na wielkich stadionach w blasku fleszy i być na okładkach magazynów sportowych. Ale nie tędy droga. Jest tyle przeciwności losu, które mogą ci zmienić przyszłość, że to się nawet nie opłaca. Mała głupia kontuzja,( o którą uprawiając sport nie trudno ), może cię skreślić z listy na zawsze.

Już pomijam fakt ingerowania w swój układ biologiczny. Sportowcy mają diety, ale dla wielu to za mało. „Białka musi być 500g, a węglowodanów dziś więcej bo dziś kondycję robię”. Rozumiem naturalne suplementy, ale proszki? Proszę was…

Siłownia jest dobrym rozwiązaniem, jeżeli mamy cel. Wszystko jest dobre jak ma się jakiś cel. Jeżeli chcemy zrzucić parę kilogramów, lub utrzymać formę, ale chodzić bo tak jest modnie? Bo tak jest fajnie? Minęły już ponad dwa tygodnie od nowego roku. 80 % ludzi zaczynających swoją przygodę z siłownią już odpuściło, a kolejne 10 % odpuści w następnym tygodniu :)

Bo człowiek to istota leniwa…

Pierwsze zdjęcie mam stąd, a drugie stąd o tu :)