Posts Tagged ‘I’

Wstęp ( Intro) g d F g x4

Twój niewyraźny głos     g  d
Muska się po pięciolinii     F   g
Śmiejesz mi się w nos        g  d
Chcesz mnie obcyganić      F   g
Czujesz łatwy łup       g  d
Jesteś wszak sprytnym złodziejem       F   g
Nie rzucasz słów na wiatr      g  d
Dobrze wiesz, że już wieje         F   g

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi (x4)        g     g    c    F

Ty nie naciągasz strun       g  d
Ty nie walisz w bęben       F   g
Każda jednoznaczność       g  d
Według ciebie jest błędem        F   g
Bojkotujesz konkret       g  d
Wystarczy ci jedynie zarys        F   g
Cóż mi możesz dać?       g  d
Wiśnie, piołun i curry…        F   g

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi (x4)      g     g    c    F

(Solo)

Lekko ściszasz głos      g  d
Lekko poprawiasz grzywkę       F   g
„A co ukryłeś tam?”      g  d
Tam mam zaszytą wszywkę       F   g
Tam schowaną mam      g  d
Pamiątkę po innej dziewczynie       F   g
Gram w to jeszcze raz      g  d
Zagram z tobą i zginę       F   g

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi   (x8)   g     g    c    F

Reklamy

Eric Clapton – I Shot the Sheriff

Posted: Styczeń 9, 2012 by JPoczwarka in Piosenka dnia!
Tagi: , , , , , , ,

III

Posted: Grudzień 30, 2011 by JPoczwarka in Pamiętnik Gitarzysty
Tagi: , , , , , , , , ,

III

Pobudka wcześnie z rana. Szybkie śniadanie, to co zawsze. Wziąłem 100 zł i poszedłem do miejscowego sklepu muzycznego. Sklep był mały, ale podejrzewałem, iż kupie to co potrzebuje. Niepewnym krokiem wszedłem do sklepu. Miałem pewne obawy, że będę jednym z tych nowych, niekumatych kupujących i nie będę rozumiał co mówi do mnie sprzedawca. Wyboru zbyt dużego nie było. Gitary wiszące na ścianie, parę sztuk wzmacniaczy, akcesoria gitarowe, struny.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry, coś podać?

Po krótkim rozejrzeniu się dookoła odparłem

– stroiki gitarowe u pana dostane?

– ależ tak, oczywiście – wskazał ręką na małe urządzenia, które wahały się w cenach od 20 do 60 zł – podać któryś?

– potrzebuje stroika do gitary elektrycznej.

– chromatyczny czy cyfrowy? – no i klops. Jedne z tych pytań na które początkujący nie są w stanie odpowiedzieć.

– yyy… , a jaka jest różnica?

– chromatyczny wskazuje dźwięki podstawowe, które są na gitarze i stroi do podstawowego stroju, a  cyfrowy wskazuje wszystkie dźwięki na gitarze i dodatkowo umożliwia strojenie w różnych strojach oraz strojenie innych instrumentów. Generalnie cyfrowy jest lepszy, ale i droższy – prawie nic nie zrozumiałem, ale skoro cyfrowy jest lepszy to lepiej zainwestuje w ten droższy, w końcu różnica to tylko 20 zł.

– to poproszę ten cyfrowy.

– coś jeszcze?

– w jakiej cenie są wzmacniacze gitarowe?

– od 200 do 2000 zł w zależności od modelu – że co? 2000 zł za wzmacniacz? chyba zwariowali- pomyślałem.

– Dziękuje, to chyba już wszystko.

Wróciłem do domu rozmyślając w drodze o zakupie wzmacniacza. Jak spadła mi gitara to i wzmacniacz by mógł spaść przy okazji…, ale nie można mieć wszystkiego. Rozpakowałem stroik. wziąłem gitarę w ręce. Klikając, każdy przycisk na oślep włączyłem stroik i uderzyłem w strunę. Z tego co zdążyłem zapamiętać, pierwsze dwie struny z zewnątrz to struny „E”. Więc uderzyłem pierwszą strunę, tą najgrubszą. Pokazał mi się wskaźnik, zaświeciła się czerwona lampka i pokazała się literka „D”. Idąc tym tokiem myślenia pokręciłem pokrętłem na końcu gitary i znów uderzyłem w struny. Lampka pokazała się zielona, wskaźnik był na zerze (jak mi się wydawało to chyba było dobrze), i pokazała się literka „C”. Miało być „E” wyszło „C” więc zacząłem kręcić w przeciwnym kierunku. Struna się naprężyła w dziwny sposób, przez chwilę miałem obawy, że pęknie. Lecz nic takiego się nie wydarzyło. Uderzyłem w strunę jeszcze raz. Pokazała się literka „E”, wskaźnik był krzywo i zapaliła się czerwona lampka. Podkręciłem trochę bardziej i „Bingo”. Literka E i zielona lampka. Na jednej ze stron znalazłem gitarę i każda struna od gitary była podpisana dźwiękiem. Wzorując się na tym schemacie nastroiłem resztę strun. Na końcu uderzyłem we wszystkie struny. Nie brzmiało to jakkolwiek ale wydawało mi się, że stroiła i że tak powinno być.

Zacząłem szukać piosenek do zagrania na gitarze. Nie obchodziło mnie by zagrać coś co lubie, ale by w ogóle coś zagrać. W szybkim tempie ogarnąłem czym jest tabulatura, akordy i jak się ich używa. Pozostało mi wkuć na blachę wszystkie podstawowe akordy (a trochę ich było), i rozróżniać liczby na progach. Jako, że za teorią zbytnio nie przepadałem zabrałem się do zagrania dwóch piosenek, a raczę ich części. Pierwszą była „Nothing Else Matters – Metallici” grane na pustych strunach z nieudaną próbą grania dalszych części, lecz obiecałem sobie, że kiedyś zagram całość. Drugą zaś była „Son of the Blue Sky – Wilków” z intrem i akordami, które może nie były zagrane poprawnie, ale uszły w tego słowa znaczeniu. Korzystałem z filmików na YouTube. Trochę pomogły w początkowej fazie nauki. Przed snem poczułem ból opuszków palców, lecz mimo to usnąłem zmęczony graniem.

Przez pierwszy tydzień ogarnąłem kompletne podstawy grania na gitarze, trzymanie, ruchy ręki, uderzanie strun, parę akordów podstawowych. Ciągle miałem problemy z biciem – zmora początkujących gitarzystów. Nie grałem kompletnych piosenek. Grałem niektóre zagrywki, które dawałem rade zagrać i tak powtarzałem w  kółko. Co pewien czas znajdowałem nowe informacje dotyczących gry na gitarze w internecie i forach internetowych. Lecz miałem dziwne uczucie, ze uczę się zbyt wolno i wszystko mi się ciężko grało. Granie niektórych piosenek ograniczała mi nieumiejętność łapania akordu „F- Dur”, wręcz sporej większości. Przeklęte F-Dur…Czasem wydawało mi się, że się śni po nocach. Serio. Po jakimś czasie, mniej więcej miesiącu, być może krócej, zobaczyłem filmik jak koleś grał „Anarchie – Soundtrack z 39 i pół”. Była to piosenka tak banalna, że raz dwa ją opanowałem, lecz było jedno ale… brakowało tego czegoś. Rocka i Metalu słuchałem od dłuższego czasu, zanim zacząłem grać na gitarze, ale w tematykę brzmienia nigdy się nie zagłębiałem. Słuchałem bo mi pasowało, że tak to ujmę.  Z kupnem wzmacniacza zwlekałem dobry miesiąc, gdyż nie myślałem, że zacznę grać na poważnie, i że spodoba mi się to na tyle, że zacznę to robić nałogowo( co robię do dziś). Pieniądze miałem już dawno odłożone. Jak się potem dowiedziałem tym czymś był wzmacniacz z efektem. Nie będę opisywał jaka różnica jest pomiędzy czystym brzmieniem, a przesterowanym bo to by idiotycznie brzmiało, lecz brzmienie przesterowane jest, że tak się wyrażę „agresywniejsze” i ma pewną „moc”.

Pod koniec wakacji poszedłem do sklepu po wzmacniacz i kabel. Dałem za niego 220zł. Przy zakupie nie obchodziło mnie ile miał pokręteł i jak brzmiał. Wystarczyło, że miał to coś zwane przesterem, co zmienia dźwięk i powodował, że gitara była głośniejsza. W domu wreszcie mogłem „dawać czadu”. Podpinka pod wzmacniacz rozkręcenie głośności na max i przester na max. Uwagi domowników słyszałem cały czas, ale najczęściej ściszałem lekko, a zaraz jak opuścili mój pokój rozkręcałem z powrotem na max. Może i nie grałem najlepiej, ale sprawiało mi to niezłą frajdę, a przecież to się liczyło.

Wcześniej zespół ten kojarzyłem jedynie z paru hitów choćby „The Pretender”, ale od tego albumu będę ich kojarzyć z mocnym szczerym rockowym graniem. Na początku widziałem teledysk „White Limo”, który mnie zadziwił nowatorką. Prosty teledysk stylizowany na lata 90′ z panienkami,  mocnym riffem i mocno zaakcentowaną gitarą prowadzącą. Poza tym w teledysku występuje gościnnie Lemmy Klimster z zespołu Motorhead.

Dążyłem dalej. Utwór „Rope” na początku wywołał u mnie mieszane uczucie. Intro w którym druga gitara jakby się spóźniała i potem wejście perkusji wraz z wpadającym w ucho przejściem, które skojarzyło mi się z kawałkiem „Elephants” Them Crooked Vultures (w którym grał Dave na perkusji). Wokal pozostający z tyłu pozwala wykazać się instrumentom. Na koniec jesteśmy ugoszczeni siarczystym solem i mocno dynamiczną perką.Co ciekawe, album został  nagrany w garażu, na taśmie analogowej, taki powrót do korzeni moim zdaniem był doskonałym pomysłem i pozwolił na stworzenie naturalnego brzmienia.

Zespół przed premierą umieścił album na oficjalnej stronie, który można przesłuchać  tutaj :

http://wastinglight.foofighters.com/

No ale od początku…

Album otwiera utwór „Bridge Burning”, który jest rytmiczną sieczką. Intro doskonale obrazuje cały album; nietypowe wstawki, krzyki, rytmiczne przejścia i riffy tworzące doskonałą całość wraz z  mocnym energicznym outro.

Trzecim utworem po wcześniej wymienionym „Rope”, który ukazał się jako singel jest „Dear Rosmery”. Typowy „love song”  o utracie dziewczyny z dobrym tekstem i popową stylistyką.

„Arlandria” typowa rockowa  kompozycja, ze zmieniającą się dynamiką. Wybuchowy wstęp, który przechodzi w cichy bas do którego dołącza się perka i gitara prowadząca. Refreny mocne, hard rockowe; zwrotki spokojne, które wybuchają energią. Na koniec Outro, które jest wybuchem narastającego napięcia w całym utworze.


Szóstym utworem jest „These Days” podobnie jak „Arlandia” jest dosyć zbalansowaną kompozycją z cichymi zwrotkami i mocnymi refrenami.

Back & Forth moim zdaniem jeden ze słabszych utworów na płycie, lecz wciąż trzymający poziom. Narastający wstęp, który trzyma napięcie do końca. Stylistycznie podobny do poprzednich piosenek grupy Foo Fighters.

„Matter of Time”  i „Miss the Missery” piosenki doskonale nadające się do jazdy samochodem, które zbytnio nie przykuły mojej uwagi. Brakuje mi w tych piosenkach akcentu, czegoś nietypowego.

„I Should Have Know” – ballada rockowa, która jest zaserwowana z doskonałym smakiem. Spokojne wejście, które powoli się rozrasta wraz ze smyczkami w tle. Na końcu eksplozja z mocną perką i wyraźnym basem, który był zagrany przez Krista Novoselica byłego członka grupy Nirvana.


Ostatni utwór ” Walk”  klasyczna kompozycja Fighterów. Spokojne wejście. rytmiczny refren , który przechodzi w zwrotkę/przejście i na koniec mocno wykrzyczane słowa „Never wanna die, Never wanna leave”.

Czym zaskoczył mnie album?

Wszystkim. Jak poprzednie utwory były dla mnie utworami do słuchania na raz, tak tego albumu nie chce się przestać słuchać. Riffy, przejścia, solówki, które z pozoru nie pasują, wspólnie tworzą niesamowitą kompozycję. Tu wszystko jest doskonale dopracowane i brak jakichkolwiek zapełniaczy.